Menu

Formuła 1 potrzebowała zwycięstwa Ferrari i zaciętej rywalizacji

Niemal dwa lata zespół Ferrari musiał czekać na kolejne zwycięstwo w Formule 1. W 2013 roku w GP Hiszpanii tryumfował Fernando Alonso, który do końca swojej kariery z włoską stajnią nie stanął już więcej, od tamtego czasu, na najwyższym stopniu podium. Ferrari powróciło na szczyt za sprawą wygranej Sebastiana Vettela, który już w swoim drugim występie dla Scuderii wywalczył zwycięstwo podczas GP Malezji. Nie można zaprzeczyć, że tegoroczna forma ekipy z Maranello jest znacznie lepsza niż ta z poprzedniego sezonu. Już w trakcie przedsezonowych testów można było dostrzec wyraźny progres i to najprawdopodobniej największy spośród wszystkich ekip.

Tryumf Ferrari był bardzo potrzebny Formule 1. Być może to odważne stwierdzenie, jednak magia zespołu, który rywalizuje w tym sporcie od samego początku jest wyraźna i duża. Oglądalność sportu spadła, dominacja Mercedesa nie służy widowisku, jak również sytuacja z GP Niemiec. Pojawia się wiele dyskusji na temat marketingu, torów, kosztów, zespołów, silników i ich brzmienia… oczywiście zwycięstwo Vettela i Ferrari niczego tutaj nie zmieni, ale ma mocno pozytywny wydźwięk dla kibiców, głównie pod względem emocji.

Nie można oczekiwać jednak, że Ferrari będzie stale rywalizować z Mercedesem na równym poziomie czy być przed nimi. Niezbyt wiele jest wyścigów w kalendarzu, gdzie temperatura toru sięga 60 stopni, co faworyzowało Ferrari. Oczywiście pomogła również niedoskonała strategia Mercedesa. Zjechanie do alei serwisowej w trakcie neutralizacji zawsze niesie za sobą ryzyko w postaci utknięcia w korku, w przeciwieństwie do samochodów, które pozostają na torze (jak w przypadku Vettela). Z drugiej jednak strony czy Mercedes nie obawiał się w takim wypadku o trwałość opon opcjonalnych? We wcześniejszych sesjach kierowcy przy wysokich temperaturach niejednokrotnie narzekali na wysoki poziom degradacji, a obciążenie bolidu większą ilością paliwa nie pomogło. Mercedes postanowił zmienić mieszanki i przejść na oponę twardszą, bardziej wytrzymałą. Zespół jednak przecenił chyba możliwości, a Vettel zaprezentował naprawdę dobre tempo nie niszcząc przy tym tak szybko opon. Lewis i Nico walczyli z tyłu stawki, natomiast kierowca Ferrari, mając czysty tor przed sobą, mógł utrzymywać przewagę.

Kierowca I Stint II Stint III Stint IV Stint
Hamilton pośrednia mieszanka
4 okrążenia
twarda mieszanka
20 okrążeń
pośrednie mieszanka
14 okrążeń
twarda mieszanka
18 okrążeń
Rosberg pośrednia mieszanka
4 okrążenia
twarda mieszanka
22 okrążenia
twarda mieszanka
15 okrążeń
pośrednia mieszanka
15 okrążeń
Vettel pośrednia mieszanka
17 okrążeń
pośrednia mieszanka
20 okrążeń
twarda mieszanka
19 okrążeń

Mercedes mocniej zużywał opony, do czego przyczyniło się wyprzedzanie innych kierowców oraz odrabianie strat. Na tym samym komplecie opon (np. podczas pierwszego czy ostatniego stintu) Hamilton nie mógł w prosty sposób uporać się z Vettelem. W ostatniej fazie wyścigu Brytyjczyk mając czysty tor przed sobą nie zmniejszył wyraźne luki do rywala, a nawet, gdyby udałoby mu się tego dokonać, nie jest powiedziane, że zdołałby go wyprzedzić. Hamilton, już z niższym poziomem paliwa, na pośredniej mieszance utrzymał się jedynie 14 okrążeń na torze, kiedy zgłosił wysoki poziom ich zużycia, zwłaszcza na tylnej osi. Być może w nieco lepszej sytuacji postawiłoby ich wydłużenie pierwszego stintu na opcjonalnych oponach (o kilka okrążeń, bo zrównanie się z 17 okrążeniami Vettela byłoby raczej trudne do osiągnięcia), lecz nawet w tej sytuacji nie otrzymaliby gwarancji, że wygrają ten wyścig.

Warto odnotować również, że prędkość maksymalna obu kierowców była zbliżona i… wcale nie najwyższa – Lewis Hamilton miał 318,6 km/h, natomiast Vettel zaledwie o 0.3 sekundy mniej. Najwyższą prędkość zaprezentował Valtteri Bottas (327 km/h), a najniższą Roberto Merhi – 290,4 km/h.

W kolejnych wyścigach trudno może być o niespodzianki ze względu na brak tak wysokich temperatur. Od Grand Prix Chin lub tuż po nich układ stawki prawdopodobnie ustabilizuje się, choć wyrównanej walki nigdy dość!

Czy Alonso popełnił błąd?

Zarzuca się Hiszpanowi, że podjął złą decyzję odchodząc z Ferrari do McLarena, a zwłaszcza po ostatnim zwycięstwie włoskiej ekipy. To prawda, Ferrari dysponuje obecnie formą, kiedy w szczególnych warunkach jest w stanie konkurować z Mercedesem, lecz nawet sam szef zespołu, Maurizio Arrivabene studzi entuzjazm kibiców.

Musicie być realistami – przyznał. Powiedziałem na początku sezonu, że chcemy wygrać dwukrotnie, a już raz udało nam się tego dokonać. Czasami, gdy zwycięstwa przychodzą zbyt szybko może być to korzyścią lub szkodzić. Jednak nadal stąpamy twardo po ziemi.

Podczas wyścigu przyglądałem się chłopakom, kierowcom, inżynierom i pracowali jak w szwajcarskim zegarku, lecz tym razem był to włoski zegarek. Najważniejsze jest jednak to, by robić wszystko bez zakłóceń.

Ferrari kilka sezonów wstecz było w podobnej sytuacji, kiedy mogło rywalizować z Red Bullem, a Alonso był nawet na prowadzeniu w mistrzostwach. Możliwe, że zespół w tym roku znajdzie się w podobnej sytuacji, choć tym razem to Mercedes dominuje. Wygranie kilku wyścigów dla Hiszpana to jednak nie jego cel. Alonso pragnie kolejnego mistrzostwa, w walczeniu którego Ferrari przez tyle lat mu nie pomogło. W McLarenie drzemie potencjał, różnica pomiędzy rundą w Melbourne a Kuala Lumpur była widoczna, lecz nie wiadomo ile zespół będzie potrzebował czasu, by dojść do czołówki i czy zdoła walczyć o mistrzostwo. Alonso liczył się z trudnym początkiem z McLarenem i Hondą, podjął się pewnego ryzyka, lecz większe znaczenie dla niego niż bycie trzecim czy trzynastym mają najwyższe pozycje na podium. Można również powiedzieć, że w podobny sposób zareagował Vettel odchodząc do Ferrari.

Image © Scuderia Ferrari, McLaren Honda