Menu

Kto, gdzie i dlaczego - czyli o pierwszych transferach w MotoGP

Start wyścigu o GP Francji

Zawsze mnie to zastanawia, dlaczego już po pięciu rundach zostały podpisane pierwsze kontrakty. Ale to nie nad tym chce się rozwodzić, tylko kogo te kontrakty dotyczą.

Hitem ostatnich tygodni stało się podpisanie kontraktu Jorge Lorenzo z Ducati. Kiedy pierwszy raz usłyszałem o tym, że pojawiają się takie pogłoski, to pomyslałem sobie: pewnie to taka zagrywka mająca na celu wymusić na Yamasze lepszy kontrakt dla Lorenzo. O ile mówi sie, że w każdej plotce jest trochę prawdy, o tyle w tej plotce wszystko okazało się być prawdą. Stało się - mistrz świata przechodzi z mistrzowskiego teamu do zespołu... no właśnie, jakiego zespołu? Co, poza pokaźną sumą, może jeszcze zapewnić Ducati dla Lorenzo, czy motocykl, na którym będzie walczył o mistrzowski tytuł? Widać wyraźnie, że Ducati zrobiło duży progres i są w stanie zajmować miejsca na podium. Ich głównym problemem są jednak opony, które w czasie wyścigu w przyspieszonym tempie zużywają się. O ile na początku wyścigu są w stanie rywalizować z Hondą i Yamahą, o tyle póżniej kompletnie tracą tempo. A co raz bliżej wydaje się być Suzuki. Można sobie tylko zadać jedno pytanie: czy Gigi Dall'Igna wraz ze swoim zespołem zrobią w przyszłym sezonie tak znaczący progres, który umożliwi Jorge Lorenzno walkę o mistrzowskie trofeum?

A może jednak Lorenzo chętnie zostałby w Yamasze, gdyby nie jego zespołowy partner. Chyba każdy się z tym zgodzi, że Rossi jest o wiele cenniejszym kierowcą dla Yamahy niż Lorenzo. Mam tu na myśli sprawy marketingowe, a co za tym idzie wielką popularność Doctora. W głównej mierze to sprawia, że Lorenzo i Marquez mimo, że wygrywają i pokonują na torze Rossiego, to i tak zawsze głównym bohaterem całego spektaktlu będzie wielki Vale. Ewidentnie atmosfera w zespole nie należy do wzorowych i Jorge najwidoczniej ma tego serdecznie dość i chce ten rozdział zamknąć, by od przyszłego sezonu rozpocząć nowy.

Skoro ten transfer został potwierdzony, to siłą rzeczy pojawiły się kolejne spekulacje na temat kogo zastąpi Lorenzo, a kto zostanie w zespole i będzie zespołowym partnerem hiszpańskiego mistrza. Stawiałem na Iannone, jednak padło na Dovi. Iannone przeszedł do Suzuki i dla niego to zdecydowanie korzystniejsza sytuacja. Chyba Dovizioso zdaje sobie sprawę z tego, że czeka go rola kierwocy numer 2.

Dosyć komicznie wyglądała sytuacja Pedrosy, kiedy to miał rzekomo zastąpić Lorenzo w Yamasze, jednak Honda przypomniała sobie, że Daniemu kończy się kontrakt, więc postanowili szybko taki kontrakt przygotować. Pedrosa owy kontrakt już ma, w przewieństwie do swojego zespołowego partnera choć mogło się wydawać, że sytuacja powinna wyglądać odwrotnie. Kiedy kontrakt z Pedrosą został potwierdzony, szybko dobiegła informacja o tym , że Viniales będzie kierowcą Yamahy R1. Ciekawe jak z biegiem czasu będą wyglądać relacje na linii Rossi-Viniales. Doctor ma kogo się obawiać. A tak a pro po spraw sposorskich - siłą rzeczy jakiś hiszpański kierowca musiał dołączyć do zespołu, ze względu na Movistar. Jednak Maverick nie dołączył tylko ze wzgledu na sponsora, ale w głównej mierze ze względu na jego wielki talent.

Na odpowiedzi na wiele pytań trzeba będzie poczekać do przyszłego sezonu. W głównej mierze kibice będą się przyglądać Ducati w kontekście Jorge Lorenzo, a także Maverickowi Vinialesowi jako przyszłorocznemu kierowcy Yamahy u boku włoskiego mistrza.

Image © Yamaha Motor Racing