Menu

Podsumowanie: Rossi kontra Marquez – starcie na torze oraz poza nim

Marc Marquez i Valentino Rossi podczas GP Malezji

Nie milkną echa niedzielnej kraksy pomiędzy Valentino Rossim i Markiem Marquezem podczas Grand Prix Malezji. Po starcie Marquez okupował drugą pozycję przed duetem Yamahy. Gdy Lorenzo wyprzedził Rossiego, na trzecim kółku Marquez z łatwością przepuścił swego rodaka i przez następne 4 okrążenia utrudniał życie liderowi klasyfikacji generalnej. Duet #46 i #93 stracił mnóstwo czasu do Jorge Lorenzo, a na siódmym okrążeniu puściły nerwy Rossiego i w 14. zakręcie, będąc po wewnętrznej Włoch drastycznie zwolnił, spoglądając w kierunku Hiszpana i zepchnął go nogą z motocykla powodując upadek. Marquez nie ukończył wyścigu w skutek kraksy, Rossi dojechał do mety na 3. miejscu, a dyrekcja wyścigu ukarała go trzema punktami karnymi, co w konsekwencji spowodowało konieczność startu Włocha z ostatniego pola na gridzie w finałowym wyścigu na torze Ricardo Tormo w Walencji.

Oto wypowiedzi obu zawodników w tej sprawie:

Valentino Rossi: Było wyraźnie widać, szczególnie z helikoptera, że nie chciałem spowodować wypadku. Chciałem tylko spowolnić go, tak samo jak on mnie w Australii. Czy tamta sytuacja była w porządku? Zwolniłem by spojrzeć mu w oczy i zapytać "*****, co Ty ***** robisz?" (oryginalna wypowiedź). Wtedy spadła mi noga z podnóżka, poczułem jego manetkę hamulca na mojej nodze i wyszło jak wyszło. Dla mnie kara nie jest fair, Marquez dopiął swego. Przez niego straciłem szanse w mistrzostwach. Nie chciałem spowodować wypadku. Chciałem by w walce o tytuł wygrał lepszy, tak się jednak nie stanie.

Marc Marquez: Z mojej perspektywy łatwo jest wyjaśnić co się stało, ponieważ w TV było to jasno widać. Valentino wyprzedził mnie i drastycznie zwolnił. Nie mogłem nic zrobić, czekałem na jego ruch. Wtedy zobaczyłem jego nogę, która uderzyła mnie w ramię i mój przedni hamulec. Przednie koło się zablokowało i upadłem. Na szczęście nic mi się nie stało i to jest najważniejsze. W karierze przeprowadziłem wiele walk, ale nigdy nie czułem się tak jak teraz. Nigdy nikt nie zepchnął mnie z motocykla. Chciałem ukończyć ostatnie dwa wyścigi sezonu na podium, ale to już niemożliwe. Valentino zarzucał mi, że go spowalniam. Wyprzedzałem go zawsze w odpowiednich miejscach. To nie powinno się wydarzyć, jestem bardzo zawiedziony. Valentino zarzucił mi w czwartek, że przeszkadzałem mu na Phillip Island. To nie prawda, moim celem była walka z całą czołową trójką. Teraz muszę się skupić na obronie trzeciego miejsca w generalce.

Do całej sytuacji odnieśli się również Jorge Lorenzo i Dani Pedrosa. Dwaj Hiszpanie mieli zgoła inny pogląd na cały incydent. Jak łatwo się domyślać, Lorenzo skrytykował swego rywala o tytuł mistrzowski, Pedrosa był natomiast dla Włocha bardziej pobłażliwy.

Jorge Lorenzo: Uważam, że decyzja nie jest dobra. Marc upadł przez Valentino, nie zdobył punktów, a Valentino przywiózł ich do mety 16. To nie fair, Rossi otrzymał łagodną karę przez wzgląd na swoje nazwisko. Widziałem ten incydent i to co się wydarzyło, nie mieści mi się w głowie. W tym zakręcie jedziesz w złożeniu, hamujesz w złożeniu, więc wyprostowanie motocykla, zwolnienie i wykonanie ruchu nogą – to niedopuszczalne. Przede wszystkim Valentino powinien wyjechać stąd bez punktów, tak jak Marc. Gdyby obaj dojechali do mety, Marc byłby trzeci albo czwarty. Wielu zawodników przy mniej poważnych akcjach dostaje znacznie surowsze kary, ale tak jak mówiłem, jego nazwisko jest ważne dla mistrzostw, więc pewnie dlatego nie stracił punktów w mistrzostwach. Wystartuje z końca stawki w Walencji, ale to nie fair. To decyzja dyrekcji wyścigu i musimy ją szanować, ale ja się z nią nie zgadzam.

Dani Pedrosa: Niedobrze, że coś takiego dzieje się na tym etapie mistrzostw. Z tego co wiem, Valentino i Marc walczyli od pierwszych okrążeń. Z pewnością wszystko było podgrzane przez konferencję, to co działo się w treningach i fakt, że walczyli od samego startu. Valentino chciał na pewno spokojniejszego wyścigu i być może udałoby mu się dogonić Jorge, ale Marc chciał walczyć o podium. Co do ostatniego manewru - jeżli jesteś po wewnętrznej, to możesz pojechać tak szeroko, jak Ci się podoba. To Twój przywilej, więc zwykle ten po zewnętrznej powinien przymknąć gaz. Widziałem jednak, że w tym miejscu obaj jechali bardzo wolno, więc Marc zupełnie zamknął gaz i czekał na to, aż Valentino skręci. Potem widziałem jakiś ruch nogi u Valentino i upadającego Marca. Musiałbym zobaczyć to nagranie jeszcze kilka razy z różnych ujęć. Tak czy inaczej to nie była dobra sytuacja i jest niesmaczna.

Dodatkowo, zawrzało podczas spotkania obu zainteresowanych na rozmowie z dyrekcją wyścigu. Wszystko zaczęło się, kiedy Marquez wszedł, a Włoch powiedział: Dobry wyścig, nie? Śliczny. Na co Marquez, siedzący na sofie, odpowiedział: I piękny kopniak. Rossi miał także rzekomo nazwać Marqueza "bękartem", co mocno wstrząsnęło Hiszpanem.

Marquez przyznał, że wolałby nie cytować tego, co powiedział Rossi, bo "były to bardzo nieprzyjemne rzeczy". Włoch nonszalancko skwitował to jednym zdaniem: Po prostu powiedziałem co o nim myślę.

Cały incydent z pewnością rzutuje na sytuację w mistrzostwach. Szkoda, że całe zamieszanie rzuca cień na jeden z najlepszych sezonów w historii MotoGP. Miejmy nadzieję, źe emocje związane z walką o tytuł w finałowym wyścigu w Walencji zrekompensują gęstą atmosferę, jaka powstała w paddocku po niedzielnej walce.


Image © Honda Racing Corporation