Menu

Bernie Ecclestone i Max Mosley łączą siły. Co dalej z F1?

Bernie Ecclestone

Bernie Ecclestone wraz z byłym prezydentem FIA, Maxem Mosley’em, spotkali się w sali konferencyjnej w Londynie, by udzielić wywiadu niemieckiej stacji ZDF. W latach ’70 tworzyli oni sojuszniczą parę w Formule 1, której zdołali przynieść sławę i zwiększyć popularność, a wszystko w czasach, kiedy sport diametralnie różnił się od tego, co widzimy obecnie.

Obaj postawili sobie za cel przywrócić główną wartość tego sportu, jaką jest rywalizacja sportowa, a która obecnie niestety odchodzi na dalszy plan i zostaje zastąpiona przez skomplikowane restrykcje, technologię i rywalizację nie na torze, lecz walkę między inżynierami.

Przeciwni aktualnym przepisom i budżetowi chcą stanąć naprzeciw Jeanowi Todtowi i ograniczyć wpływ producentów.

Formuła 1 została zbudowana na ludziach, takich jak Frank Williams, który miał niezależnego dostawcę silnika jakim był Cosworth, a potem pojawiło się Ferrari, które się z nim ścigało, czasami udanie a czasami nie – powiedział Mosley.

Nie jest on zwolennikiem aktualnych przepisów, które wpływają zbyt negatywnie na wiele aspektów Formuły 1 – dla sportu niedobra jest dominacja jednego zespołu, producenci jednostek wywierają obecnie zbyt duży wpływ na klienckie zespoły, ale przenosi się to także do obszaru samego kierowcy, który obecnie jest zbyt mocno kierowany i kontrolowany w momencie prowadzenia samochodu F1.

Jeśli rywalizacja w inżynierii przejmie rolę nad rywalizacją ludzką, F1 wówczas straci istotny element – dodał. Myślę, że to duży argument, by powrócić do korzeni, gdzie kierowca ma kierownicę, dźwignię zmiany biegów, hamulce, gaz i bardzo mocny silnik.

Zatem jakie rozwiązanie posiadają obaj? Ecclestone odpowiada natychmiast – chce zmiany przepisów. Musimy podrzeć aktualne przepisy. Weźmy kilku kompetentnych ludzi i powiedzmy im, by napisali przepisy.

Być może jest to dążenie do uatrakcyjnienia sportu, lecz nie można zaprzeczyć, iż ich działania mają także podłoże polityczne, by obniżyć wysoką rolę jaką obecnie posiadają Ferrari oraz Mercedes. Najlepszym tego przykładem jest obecnie sytuacja z zespołem Red Bull Racing, który otrzymał odmowę od obu producentów na dostawę silników i obecność w F1 ekipy z Milton Keynes stanęła pod znakiem zapytania.

Ecclestone chciałby dysponować w F1 alternatywnymi jednostkami dla hybryd V6 i jednym z rozwiązań mógłby być powrót do silników V8, dzięki czemu do sportu mógłby wrócić Cosworth.

Myślę, że jednym z czynników, które zbudowały Formułę 1, taką jaka jest teraz, prócz wysiłków Berniego Ecclestone'a, są silniki Coswortha – pomysł ten poparł także Mosley.

Jednak czy owa dwójka byłaby w stanie wydobyć F1 z obecnego bałaganu, w którym dominują Ferrari i Mercedes jako najpotężniejsi producenci jednostek napędowych, panuje niepewna sytuacja z Red Bullem, CVC zamierza sprzedać swoje akcje, a skargę do Uni Europejskiej złożyły dwa zespoły – Sauber i Force India.

Ecclestone za całą ową sytuację wini nie kogo innego jak Jeana Todta, który, jak stwiedził Ecclestone, zawsze unikał konfrontacji z zespołami F1. Brytyjczyk przyznał jednocześnie, że poprzednik Todta, czyli Max Mosley to zupełnie inna postać. Z kolei Mosley sam wyjaśnia, iż obecnie F1 potrzebuje żelaznej ręki, osoby silnej, zdecydowanej, która lubi wykonać wszystko od początku do końca.

Jean to zupełnie inna osobowość niż Max – przyznał Ecclestone. Nie chce on martwić ludzi, ale my wiemy, że nie jest to możliwe, by wszyscy byli szczęśliwi. Kiedy Max chce, aby coś zostało zrobione, a jeden lub dwójka osób zostałaby z tego powodu nieszczęśliwa, wówczas tak by było.

Odnośnie sprzedaży akcji przez CVC Ecclestone nie ujawnił nic nowego, choć potwiedził, że nowi właściciele pragną utrzymać go na aktualnym stanowisku jakie sprawuje.

Niemniej jednak czy stanowisko obu panów jest do końca zrozumiałe i wymagane. Czy rzeczywiście F1 pogrążyła się w chaosie czy tylko potrzebuje drobnego uporządkowania bez diametralnych zmian? Czy należy za całą sytuację obwiniać Todta, Ferrari czy Mercedesa?


Image © PHOTO4