Menu

Podsumowanie sezonu 2016 - Część 3: Rozczarowanie sezonu

Scuderia Ferrari

W momencie startu sezonu 2016 kibice Formuły 1 liczyli na solidny spektakl, pełen rywalizacji i wyrównanej walki na torze. Ferrari było początkowo głównym pretendentem do tego, aby zagrozić Mercedesowi i przerwać „monotonną” już dominację ekipy z Brackley, lecz w miarę upływy sezonu, różnica między tymi zespołami zamiast maleć, zaczęła rosnąć, a coraz bliżej czerwonych bolidów dojeżdżał do mety Red Bull Racing.

Miało to także negatywny wpływ na emocje związane z walką o mistrzowski tytuł - głównie jeśli chodzi o konstruktorów, ponieważ wśród kierowców Rosberg i Hamilton stworzyli „własne mistrzostwa”. Wspomniane Ferrari zostało daleko w tyle, a Red Bull „obudził się” dopiero w drugiej połowie sezonu, mierząc się ponadto po drodze z nagłą zmianą kierowcy - Kvyat okazał się rozczarowaniem i na jego nieszczęście w Toro Rosso jeździł młody kierowca, który nie tylko miał wsparcie swojego ojca, lecz pokazał, że warto na niego postanowić.

Nie są to jednak jedyne sytuacje tego sezonu, które zasługują na miano największych rozczarowań w 2016 roku. Zacznijmy jednak od Scuderii Ferrari…

Dobra postawa z 2015 i walka o miejsca na podium nie były niestety kontynuowane w zakończonym niedawno sezonie. Scuderia Ferrari, obok Williamsa, najbardziej zawiodła w walce o punkty oraz czołowe lokaty.

Przyjście w 2015 roku Sebastiana Vettela do zespołu Ferrari, po wielu latach spędzonych w barwach Red Bulla, dało mocne tchnienie włoskiej ekipie, co było widoczne już od początku, jednak tegoroczny sezon nie był tym przełomowym. Wielu obserwatorów sądziło, że połączenie Sebastiana Vettela i Kimiego Raikkonena pozwoli Ferrari kontynuować dobry poprzedni sezon, jednak wyniki w starciu w sezonie 2016 okazały się przeciętne.

Początek rywalizacji wyglądał zachęcająco, choć Kimi Raikkonen nie mógł udanie podsumować pierwszych kilku wyścigów. Sebastian Vettel z kolei prezentował dość dobre tempo, co pozwalało mu utrzymywać się w pierwszej piątce klasyfikacji generalnej.

Ferrari podczas tegorocznego sezonu, tak naprawdę, nie popisało się tak dobrym tempem, jak rok wcześniej, co bardzo sprawnie wykorzystał zespół Red Bull Racing, w którego składzie znalazł się nieokiełznany Max Verstappen i już podczas swojego pierwszego Grand Prix Hiszpanii w barwach Red Bulla osiągnął zwycięstwo.

Mimo walki Kimiego Raikkonena do ostatnich metrów, to młody Holender mógł cieszyć się ze zwycięstwa i zachęcić Red Bull Racing do walki w klasyfikacji konstruktorów, co ziściło się w kolejnych rywalizacjach, a czego dowodem jest druga lokata na koniec sezonu.

Ferrari z wyścigu na wyścig traciło swój wigor i choć obaj kierowcy próbowali robić co w ich mocy, aby gonić austriacką ekipę z Milton Keynes, to właśnie ona znalazła się przed włoską legendą Formuły 1 i mogła cieszyć się z drugiego miejsca na podium.

Zespołowi Ferrari nie pomogło także odejście Jamesa Allisona, który panował nad techniczną stroną włoskiego zespołu, jednak z powodów osobistych wrócił do Wielkiej Brytanii, pozostawiając za sobą, po raz kolejny, Ferrari i całą rywalizację. Oficjalnie powodem jego odejścia były sprawy osobiste, choć powodem prawdopodobnie była także reorganizacja zespołu, której podjął się Sergio Marchionne.

Włoska ekipa po raz kolejny pokazała, że największą ich bolączką jest problem w jej wnętrzu i ludziach pracujących w szeregach Ferrari, którzy muszą nauczyć się pokory, choć nie będzie to łatwe po wcześniejszej dominacji. Dużym problemem włoskiej ekipy jest także jej kierownictwo, które stawia sobie wysokie cele, co można przyznać jest powszechnie uważane za mocną stronę, jednak nie powinno robić się tego za wszelką cenę. Poza tym szefostwo powinno zwracać uwagę, co dzieje się w środku zespołu i nie zamykać się na argumenty.

Williams stawia kolejny krok wstecz

Podobnie jak Ferrari, także i ekipa Williams Martini Racing nie zaprezentowała osiągów z lat poprzednich i spadła w klasyfikacji konstruktorów. Valtteri Bottas i Felipe Massa okazali się bezsilni w walce ze swoimi głównymi rywalami, a na koniec sezonu ulegli dobrze spisującym się Nico Hulkenbergowi i Sergio Perezowi, którzy zapewnili ekipie Force India czwartą pozycję wśród konstruktorów.

Brytyjska ekipa ma jednak nadzieje na lepsze rezultaty w sezonie 2017, a z pomocą przychodzą zmiany w regulacji technicznych, a także młody talent, którym jest Lance Stroll.

Zła postawa Daniila Kvyata w rywalizacji w barwach Red Bull Racing

Tak szybkiego awansu do głównego zespołu Red Bull Racing nie spodziewał się nikt. Po dobrym występie w sezonie 2014 w barwach zespołu Toro Rosso, Daniil Kvyat otrzymał wielką szansę i dołączył do Daniela Ricciardo, z którym walczył w sezonie 2015.

Dobre wyniki z 2015 roku nie przeniosły się jednak na postawę Rosjanina w tegorocznej rywalizacji, co pokazał już w pierwszych wyścigach, prezentując przeciętne tempo i brak dobrej oceny sytuacji, co doprowadziło do dwóch kolizji z Sebastianem Vettelem, a w następstwie tego pożegnanie się z główną ekipą, która nie mogła pozwolić sobie na dalsze poczynania Kvyata.

Nie oznaczało to jednak definitywnego pożegnania z Formułą 1, ponieważ kierownictwo pozwoliło odbudować się kierowcy w zespole Toro Rosso u boku Carlosa Sainza. Początek nie był jednak prosty i kolejne wyścigi, po feralnym Grand Prix Rosji, kończyły się bardzo przeciętnie dla młodego zawodnika z Ufy.

Mimo słabego dorobku punktowego po powrocie do Toro Rosso, Daniil odbudował swoją pewność siebie i rywalizował jak równy z równym z Carlosem Sainzem, a przedłużenie kontraktu z Toro Rosso dodało samo zapału Rosjaninowi, który utrzymywał wysoki poziom do końca sezonu.

Czy Kvyat ma szanse na powrót do zespołu Red Bull Racing? Rosjanin musiałby wykazać się niesamowitymi zdolnościami i wybitnym spektaklem na torach, aby przebić osobę Maxa Verstappena i poglądy kierownictwa zespołu. Oprócz tego Verstappen pasuje bardziej wizerunkowo do RBR - młody, nieokiełznany, utalentowany i buntowniczy - austriacki zespół już miał w swoich szeregach w przeszłości podobną osobę.

Decyzja Nico Rosberga

Z tegorocznym mistrzem świata Formuły 1 wiąże się również duże rozczarowanie. Pomijając kwestie tego czy na owy tytuł zasłużył, czy nie, rozczarowująca okazała się jego decyzja, którą podjął po zakończeniu sezonu. Rozczarowująca na pewno ze strony kibiców i zespołu Mercedes…

Rosbergowi do szczęścia w życiu potrzebny był tylko mistrzowski tytuł i jak się potem okazało ten jeden jedyny wystarczył, aby niemiecki kierowca zakończył swoją karierę w Formule 1. Nikt się tego nie spodziewał, nawet nie było wcześniej mowy o jakichkolwiek spekulacjach na ten temat.

Rosberg na początku sezonu pokazał, że będzie głównym pretendentem w walce o tytuł - w pierwszych czterech wyścigach odniósł zwycięstwo i po słabszych kolejnych trzech startach, po raz kolejny stanął na najwyższym stopniu podium oraz lokował się w czołówce, w każdym kolejnym wyścigu. I tak aż do GP Abu Zabi - wielu stawiało na zwycięstwo Rosberga, inni twierdzili, że to Hamilton jednak zatryumfuje, lecz nikt nie sądził, że dla Nico będzie to ostatni wyścig w karierze.

Nico Rosberg zakończył swoją przygodę w Formule 1 informując o tym wszystkich związanych ze sportami motorowymi na konferencji prasowej podczas gali FIA.

Dlaczego taka decyzja? Rosberg osiągnął swój cel, czyli zdobył mistrzowski tytuł. Jak się potem okazało, był to cel ostateczny.

Dla jednych jest to niezrozumiałe, patrząc przez pryzmat takich kierowców jak Ayrton Senna, Michael Schumacher, Sebastian Vettel czy Lewis Hamilton, którzy pragnęli i pragną kolejnych zwycięstw oraz kolejnych mistrzostw w swojej karierze, z kolei inni - w tym i sam Rosberg - wyznają zasadę: „trzeba wiedzieć, kiedy ze sceny zejść” i… zająć się rodziną.

Sezon 2016 rozczarowaniem samym w sobie…

Mimo kilku zaskakujących zwrotów akcji, tegoroczny sezon był rozczarowujący. Oliwy do ognia dolała dominacja zespołu Mercedes, który już od kilku sezonów tworzy sam dla siebie osobną kategorię w tym sporcie - oczywiście nie dosłownie, lecz nie można oprzeć się wrażeniu, że ta ekipa działa na zupełnie innych zasadach i podlega innym prawom. W takim razie, co będzie w stanie zatrzymać Mercedesa? Wszystko okaże się w przyszłym sezonie, wraz z którym w Formule 1 pojawią się nowe przepisy. Miejmy nadzieję, że nie zostaną one tak szybko zmienione jak nowy system kwalifikacji, który pojawił się na początku roku i zniknął z Formuły 1 równie szybko...

Komentarze:

Paweł Wroniecki - f1fanklub.pl

Od początku wiadomo było, że czeka nas dominacja Mercedesa. Ferrari nie odrobiło zadania domowego z aerodynamiki, a Red Bull nadal ma za słaby silnik. Dlatego też pomimo dużej przewagi jednego zespołu miałem chociaż nadzieję na walkę dwóch kierowców. Niestety. Dla mnie największym rozczarowaniem sezonu był brak bezpośredniej walki na torze pomiędzy kierowcami Mercedesa. Wszyscy dobrze pamiętają ich walkę w Bahrajnie z sezonu 2014. Jazda koło w koło i na zmianę wyprzedzanie się przez kilka okrążeń. Tego zdecydowanie brakowało w tym roku. Prawie zawsze Mercedesowi udawało się rozdzielić swoich kierowców, a jak już byli blisko siebie to tak jak w Hiszpanii, czy Austrii dochodziło do kolizji.

Wiele razy gdy wydawało się, że chociaż po starcie przez chwilę będziemy oglądać walkę to przeważnie Lewis spadał o kilka pozycji i już nie było szans na pojedynek o prowadzenie. Do tego awarie u Hamiltona kilka razy sprawiły, że startował z dalszej pozycji. Walka w klasyfikacji kierowców oczywiście była emocjonująca i do ostatniego wyścigu, ale to nie to samo co bezpośredni pojedynek na torze.

Rozczarowująca była też postawa zespołów Sauber i Renault. Ten pierwszy z długą historią, a ledwo co udało im się punktować w końcówce sezonu. Drugi zespół, fabryczny, a nie pokazał nic, co mogłoby na to wskazywać. Mam nadzieję, że jedni i drudzy po prostu myślami byli już w sezonie 2017, a ich moce przerobowe skupione były właśnie na przyszłym roku.

Pawła znajdziecie na Twitterze – TUTAJ.

Daniel – f1talks.pl

Dwóch mistrzów świata, ogromny potencjał technologiczny oraz zespół ze wspaniałą historią - to wszystko okazało się niewystarczającą motywacją, aby Honda, po roku upokorzeń, wzięła się poważnie do pracy. Japońscy inżynierowie nie docenili złożoności zadania, jakie wzięli na swoje barki i płacą za to ogromną cenę. Porównując dwa ostatnie sezony trudno nie zauważyć znacznej poprawy, ale to raczej dowód na to, jak daleko ekipa z Woking znalazła w tyle za konkurencją w pierwszym sezonie współpracy z Hondą, aniżeli powód do zachwytu.

Nadal kuleje nie tylko wydajność jednostki, która powstała pod dachem fabryki w Sakurze, ale również jej niezawodność. Awarie w bolidach kierowców McLarena oraz kary za nieregulaminowe naprawy, stały się wizytówką ekipy z Woking. Zmiana na stanowisku szefa operacji wyścigowej przyniosła pewną poprawę oraz ewolucję w kulturze pracy, ale moment jej wykonania sprawił, że poważniejsze modyfikacje w konstrukcji jednostki nie mogły zostać wykonane.

Szanuję japońską kulturę pracy, ale jednocześnie nie rozumiem jak długo można trzymać się tratwy, która zaczyna się coraz mocniej zanurzać. Inżynierowie Hondy nie chcą korzystać z doświadczeń innych producentów i metodą prób i błędów chcą wyznaczyć własne standardy. Marka jaką wyrobił sobie japoński producent pokazuje, że takie podejście w końcu się zwróci z nawiązką, ale nie jestem przekonany, czy ta reguła sprawdzi się w tak konkurencyjnym środowisku.

Ferrari oraz Renault, wdrażając technologię podwójnej komory spalania w swoich jednostkach pokazały, że są zdecydowanie bardziej elastyczne w działaniu i potrafią korzystać z doświadczeń innych. To posunięcie odblokowało ukryty w nowych przepisach potencjał i pozwoliło zespołom znacznie zbliżyć się do Mercedesa.

W przyszłym sezonie cała uwaga przeniesie się w obszar aerodynamiki, ale jeśli kierowcy McLarena nadal będą mieli za plecami tak zawodną i pozbawioną mocy jednostkę, to o włączenie się do rywalizacji z czołówką będzie bardzo trudno.

Daniela znajdziecie na Twitterze – TUTAJ.

Karol – cyrkf1.pl

Sezonowi 2016 daleko było do perfekcji. Nie będzie to rok, który zostanie zapamiętany na lata i podawany jako przykład najlepszych lat rywalizacji F1. Kilka rzeczy mnie w minionym sezonie rozczarowało, ale najbardziej niekonsekwencja sędziów i mnogość kar za najmniejsze przewinienia.

Sędziowanie w Formule 1 to bardzo trudne zadanie, bo trzeba zwracać uwagę na wiele czynników, aby wydać sprawiedliwy wyrok. Mimo całej dostępnej technologii zachowanie sędziów w F1 jest niekonsekwentne. W jednym wyścigu za dane przewinienie kierowca otrzymuje karę, a w kolejnym inny kierowca nie jest karany, lub przyznawana mu jest inna kara.

Osobną kwestią jest zbyt duża ilość potencjalnych przewinień i tym samym kar. Zwykły kibic nie jest w stanie być na bieżąco z kwestią tego ile dany kierowcy ma elementów silnika i jakie kary grożą mu w razie wymiany silnika spalinowego, a jakie w razie wymiany turbosprężarki. W 2016 wiele razy powracał temat limitów toru. Raz sędziowie anulowali czasy okrążeń za wyjazd poza tor, innym razem nie podejmowali żądnej akcji, a jeszcze na kolejnym torze montowano wysokie krawężniki. Kwestia limitów toru jest bardzo łatwa do okiełznania. Wystarczy zrobić takie pobocza w kluczowych zakrętach, gdzie lekki wyjazd poza tor daje korzyści, na takie przeszkody (wysokie krawężniki, sztuczną trawę, czy żwir), które sprawią że wyjazd poza tor będzie nieopłacalny. Jeszcze kilka lat temu kwestia wyjazdów poza tor była traktowana bardzo liberalnie. Na torze w Austrii w 2003 roku (ostatni wyścig w tym kraju przed powrotem w 2014 roku) kierowcy bardzo szeroko traktowali pierwszy i ostatni zakręt. Polecam zobaczyć okrążenie, które dało Michaelowi Schumacherowi Pole Position przed tamtym wyścigiem, jak szeroko pokonał pierwszy zakręt - Okrążenia Michaela Schumachera dające mu pole position do Grand Prix Austrii 2003

Rozczarowały mnie również dwa najbardziej utytułowane zespoły w historii F1, czyli Ferrari I McLaren. Scuderia po dobrym sezonie 2015 powinna walczyć w 2016 roku o tytuł. Tak się nie stało i Ferrari spadło na miejsce trzecią pozycję w układzie sił. W tym roku Ferrari nic się nie udawało. Bolid był słabszy, a do tego jego rozwój w trakcie sezonu mocno zawiódł. Zespół popełniał błędy strategiczne, również sami kierowcy kilkukrotnie zaprzepaścili szanse na dobre wyniki. Jeszcze gorzej spisał się McLaren, który ma za sobą cztery lata bez zwycięstwa i bez Pole Position. Nie mieli nigdy tak złej serii odkąd zadebiutowali w F1. Partnerstwo z Hondą nie przebiega tak, jak tego oczekiwano. Sam bolid nie był zły, ale nie na poziomie Mercedesa czy Red Bulla. Te dwa zespoły mają najwięcej fanów na świecie, wiec gdy nie ma ich w czołówce to traci cała Formuła 1. Oby w 2017 roku spisali się lepiej.

Karola znajdziecie na Twitterze – TUTAJ.

Francesco Svelto – f1sport.it

Największym rozczarowaniem sezonu, poza wszelką wątpliwością, jest Ferrari. Po wszystkich deklaracjach na początku sezonu, płynących z ust najważniejszych osób, większość osób we Włoszech (i nie tylko) to będzie "ten rok" dla zespołu z Maranello, który w ostatnich dziewięciu sezonach nie wywalczył tytułu mistrzowskiego. Wszyscy się mylili. Ferrari było tak niekonkurencyjne, że nie było w stanie wywalczyć choćby jednego zwycięstwa w wyścigu, pokazując techniczną niemoc, widoczną we wszystkich obszarach samochodu.

Kolejne rozczarowanie to całkowita dominacja Mercedesa. Oprócz dwóch zwycięstw Verstappena oraz Ricciardo Mercedes "zabił" rywalizację trzeci rok z rzędu. Słupki oglądalności spadają na całym świecie i przyczyną są nie tylko przepisy techniczne – niezwykle skomplikowane – ale również ogromna dominacja, która obniża zainteresowanie sportem.

Francesco znajdziecie na Twitterze – TUTAJ.

Stefano De Nicolo - włoski komentator i korespondent - newsf1.it

Prawie dziesięć miesięcy dzieliło debiut SF16-H podczas zimowych testów na torze w Barcelonie, które odbywały się końcem lutego, od ostatniego wyścigu sezonu w Abu Zabi, który został rozegrany zaledwie kilka tygodni temu. To były miesiące, w których podejście Ferrari do sezonu zmieniło się z bardzo optymistycznego, opisywanego słowami prezydenta "o walce o mistrzostwo", w przygnębiający wynik, bez choćby pojedynczego zwycięstwa na koncie. Z tego prostego powodu słabe wyniki Ferrari są największym rozczarowaniem minionego sezonu.

Mimo kilku podiów i bardzo dobrej dyspozycji drugiego kierowcy, wynik jest daleki od oczekiwań, ponieważ zespół zasługuje na walkę o coś więcej niż tylko podium.

Ferrari zawodziło już od pierwszego momentu, kiedy samochód pojawił się na torze w Barcelonie zeszłej zimy. Już wtedy Mercedes pokazał niezwykłe tempo oraz niezawodność, co natychmiast postawiło na nogi szefostwo włoskiego zespołu. Później też nie było dobrze. Kimi nie ukończył w Australii (zespół miał szansę na zwycięstwo), Sebastian odpadł w Bahrajnie jeszcze przed startem, potem przyszły dwie kraksy w Chinach i Rosji oraz stracona szansa na zwycięstwo w Barcelonie, kiedy to kierowcy Mercedesa wyeliminowali się z rywalizacji.

To jest tylko krótka lista problemów, jakich zespół doświadczył na początku sezonu. Od tego momentu zaczęły pojawiać się problemy z niezawodnością (głownie w obszarze skrzyni biegów), co oznaczało dużą stratę głównie w kwalifikacjach. Choć udało się uporać z problemami z turbosprężarką po pierwszych wyścigach, prawdziwym problemem, którego nie udało się wyeliminować w trakcie całego roku był brak docisku oraz trakcji, co było widoczne gołym okiem wiosną i w lecie.

Kogo należy winić za słaby rozwój bolidu w trakcie sezonu? To nie jest łatwe pytanie. Ważnym elementem była nagła śmierć żony Jamesa Allisona po wyścigu w Australii, co niezaprzeczalnie – i jest całkowicie zrozumiałe - wpłynęło na jego pracę w kolejnych miesiącach. Z powodu braku przywództwa w kwestiach technicznych rywale osiągnęli więcej w pierwszej połowie sezonu - zarówno Mercedes jak i, a może przede wszystkim, Red Bull.

Zmiana dyrektora technicznego (byłego szefa departamentu rozwoju silników) miała miejsce w lipcu, tuż przed GP Niemiec, wywołała zmianę sposobu zarządzania wewnątrz zespołu, a wszystkie prace rozwojowe zostały uruchomione na nowo. Zespół pokazał nowe rozwiązania pod koniec lata, w czasie azjatyckiej części sezonu w Singapurze, Malezji oraz Japonii. To było zbyt późno, aby odmienić losy sezonu, ale wystarczająco, aby pokazać postępy, co było ważne w kontekście przyszłorocznej konstrukcji oraz istotnych zmian regulaminowych.

Jak mówił Maurizio Arrivabene, zespół ma teraz poziomą strukturę zarządzania w obszarze technicznym, aby dać szansę na rozwój młodym talentom, który już pracują w zespole. Mistrzostwa dla Ferrari kończą się z trzecim samochodem w stawce za Mercedesem oraz Red Bullem, który wykonał największy postęp ze wszystkich.

Czego zabrakło Ferrari w czasie sezonu? Nie ma na to prostej odpowiedzi. Jak wspomniałem wcześniej samochód spisywał się poniżej oczekiwań i nie był odpowiednio rozwijany w czasie sezonu. Być może jest jeszcze jeden element. Rozczarował Sebastian Vettel, który w drugim sezonie z zespołem, nie osiągnął dobrych rezultatów. Nie był już tak imponujący i równy jak się tego spodziewano, w porównaniu z poprzednim sezonem lub latami spędzonymi w Red Bullu. Vettel nie radził sobie z samochodem, który zwyczajnie mu nie leżał, a jego partner jeśli nie pałał do bolidu płomiennym uczuciem to przynajmniej potrafił zrobić z niego dobry użytek. Sebastian próbował pokryć braki samochodu swoim talentem, ale skutkowało błędami i irytacją. W tej sytuacji, gdy Fin był przed nim, pokazał brak szacunku dla rywali w komunikatach wysyłanych przez radio, a kulminacją była wiadomość dla Charliego Whitinga w Meksyku, pełna niecenzuralnych słów.

Jego niecierpliwość była spowodowana samochodem, a nie zespołem, który ciężko pracował, aby dać mu samochód zdolny do wygrywania. Jeśli to nie zdarzy się wkrótce, to przedłużenie kontraktu nie będzie jedynie formalnością. Krążą plotki, że jego nazwisko mogłoby się znaleźć w zespole Mercedesa obok Lewisa Hamiltona, ale Vettel to profesjonalista, który z pewnością zamierza wywiązać się ze wszystkich zobowiązań.

Nadzieja, którą my wszyscy żyjemy we Włoszech, eksperci oraz kibice, jest taka, że Ferrari powróci do walki o tytuł (przynajmniej o pojedyncze zwycięstwa) tak szybko, jak to będzie możliwe, aby odzyskać widownię, która teraz jest nieco znudzona i zniechęcona, aby ponownie F1 we Włoszech była wielka.

Stefano znajdziecie na Twitterze – TUTAJ.

Na pierwszą część podsumowanie zapraszamy na cyrkf1.pl, natomiast drugą na f1fanklub.pl.

Image © Scuderia Ferrari